Ach… co to był za tydzień… a dwa ostatnie dni to już istne szaleństwo. Najpierw pączkowy maraton, a następnie ciągnące się niczym włoska mozzarella objadanie pizzą. No ale jak sobie odmówić, no pytam jak? Przecież od pączków moje szczęście i dostatek zależy, a na kawałek pizzy to ja zawsze znajdę miejsce. Bo ja jestem pies …
